Logo Ilbidone

W poprzednim tygodniu jechałem pierwszą, poranną zmianą. Jest to kurs, którym zazwyczaj jedzie pełny albo przepełniony autobus. Ludzi jest sporo i wsiadają na każdym przystanku. Więc międzyczasy nie są idealne, ale na pierwszym w Częstochowie zawsze jest na czas. Tak samo jak wszystkie inne kursy. Ruszyłem o czasie. Po pięciu kilometrach dwutorowy przejazd kolejowy. Korek. Bywa czasem, że kilkaset metrów. Lecą dwa pociągi. Najpierw w jedną a potem w drugą stronę. Ruszam. Na osiedlu jedna mądrala na głos się zastanawia, dlaczego jednego dnia autobus jest punktualnie a innego się spóźnia przez zamknięty przejazd. Przecież pociągi mają swój stały, precyzyjny rozkład jazdy i powinny być na przejeździe o tej samej godzinie. Nie wiem co odpowiedzieć, bo nie widziałem na tym przejeździe, na przestrzeni paru ładnych lat pasażerskiego. Po około dwudziestu kilometrach od początkowego dojeżdżam do przystanku, gdzie wsiada ostatnia większa grupa pasażerów. Jestem rzecz jasna parę minut spóźniony. Wjeżdżając w zatoczkę zauważam stałą klientkę w sile wieku. Patrzy na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Wsiadają. Ona z miną, która właściwie mówi wszystko. Pełna radość życia. Bo przecież jest początek tygodnia, mąż poprzedniego wieczoru wyciągnął dotkliwe konsekwencje z przypalonej kolacji, szef ma nową ulubienicę a syn jedynak na rodzinnym obiedzie w niedzielę powiedział, że z zaręczyn nici, bo teraz ma partnera. Staje koło mnie i z niebywałą pretensją pyta – Czy to jest ten czterdzieści dwie? Ministrowi dróg publicznych i przejazdów kolejowych ducha winny, zastanawiam się o co jej chodzi. Odpowiadam – Tak, dlaczego Pani pyta? Z makabrycznym dąsem, odwracając się odpowiada – No tak pytam. Ja jej na to – Niech jedzie Pani ze mną na ostatni przystanek, przejdzie na pobliski dworzec kolejowy, kupi sobie bilet na pociąg o słusznej nazwie Pilecki, wysiądzie na centralnym, przejdzie kawałek na skrzyżowanie Marszałkowskiej i Jerozolimskich, następnie zejdzie schodami na peron stacji metra, tam poczeka na pierwszą kolejkę w stronę Żoliborza a gdy ta się pojawi, podejdzie Pani na sam początek składu i zapyta motorniczego czy to jest ten czterdzieści dwie. Na następnym wsiadła następna miła Pani. Ta pół życia przejeździła japońską koleją dalekobieżną. Problemy ma podobne. To mimo wszystko jednak już inna wariacja.   

 

Mimo że imię Ewa zostało moim ulubionym, to od pewnego czasu, najczęściej wypowiadanym przeze mnie imieniem żeńskim jest Zenia. To raczej rzadkie, można chyba napisać retro imię, wypowiadam zwykle w pośpiechu lub na większym zmęczeniu i jest ono dla mnie symbolem pożegnania. Kiedy parę dni temu, pijąc na podwórku herbatę, zastanawiałem się nad tym, nad tą symboliką, niemal jednocześnie na idealnie czystym niebie, stosunkowo nisko, pojawił się duży, pięknie uformowany klucz odlatujących ptaków. Nie widziałem chyba jeszcze takiego. Na pewno nie w tym roku. Nie wiem czy kiedykolwiek. Taka ciekawostka ornitologiczna.

Najnowsze wpisy