Logo Ilbidone

Mimo niezbyt wesołego wydźwięku poprzedniego wpisu, kupując nowy kalendarz na ten rok, byłem prawie przekonany, że będę go prowadził wyłącznie pod kątem ciekawych dat i wydarzeń. Świadczy to o tym, że byłem mimo wszystko nastawiony pozytywnie do nadchodzącego roku. Jednak kończy się styczeń a w moim kalendarzu widnieją opisy tego jak dzień za dniem hieny grają mi na nerwach i zatruwają życie. Okazało się po raz kolejny, że słowo prawie robi dużą różnicę. Więc chcąc nie chcąc będę notował także i tu zgodnie z tym, co się dzieje. W połowie miesiąca oddałem do reklamacji gwarancyjnej telefon komórkowy. Bo jeden z konsultantów Plusa wspomniał kiedyś, że być może ludzie, którzy nie życzą mi dobrze zainstalowali w nim programik, dzięki któremu mogą się wbijać, kiedy tylko będą mieli ochotę. A rzeczy, które dalej opiszę wydarzały się nie w mojej wyobraźni tylko na wyświetlaczu mojej komórki. Jeżeli ktoś zna ten termin, a zna pewnie wielu głównie tych, którzy korzystają z supportu firm informatycznych, to nazywa się to „aktywny desktop”. A w każdym razie działanie jest na podobnej lub identycznej zasadzie. Tyle, że w moim przypadku jest to desktop nielegalny i działa w zupełnie przeciwną stronę, tj. na użytek prześladujących mnie hien. Trochę się z tym zbierałem, ale w końcu dotarłem do punktu na głównej ulicy Pajęczna. Musiałem najpierw tam, bo tak mnie poinstruowano w Powiatowej Komendzie Policji. Najpierw zgłoszenie do operatora, który ma obowiązek na życzenie klienta sprawdzić, kto posiada nielegalny dostęp do prywatnego telefonu na abonament i z jakiego źródła. Następnie ów operator powinien podać niezbędne i weryfikowalne dane dla organów ścigania. Dopiero wtedy może wkroczyć do akcji Policja.

A więc Pan w punkcie PLUS GSM zanotował w zgłoszeniu, co następuje:

  1. Telefon „sam” wykonuje zdjęcia, – np. klient siedzi sobie w urzędzie, komórka leży wyłączona, w etui na blacie i nagle słychać jak „sama” się uruchamia i zaczyna robić zdjęcia, zazwyczaj w serii. Dźwięk wykonywanych zdjęć jest charakterystyczny i nie trudny do rozpoznania. Po sprawdzeniu okazuje się, że rzeczywiście jest kilka lub nawet kilkanaście a czasem i więcej, kompletnie czarnych zdjęć w pełnej rozdzielczości. W grudniu klient musiał usunąć około 800 sztuk tego typu zdjęć, ponieważ pojawiła się informacja o tym, że niebezpiecznie zapełnia się pamięć telefonu.
  2. Telefon „sam” się włącza. Klient bierze do ręki wyłączony i znajdujący się w etui telefon. Jak tylko wysunie go, choć na jeden minimetr z etui widać już zapalony wyświetlacz albo włącza się po ułamku sekundy.
  3. Telefon „sam” zmienia tryby w trakcie robienia zdjęć. Zmienia tryb lampy błyskowej, ostrości, rozdzielczości. Blokuje – oczywiście „sam” – funkcję dotykową zbliżenia lub oddalenia.
  4. Telefon „sam” decyduje o tym, za którym razem wyłączyć lub włączyć urządzenie przyciskiem głównym z tyłu. Np. klient chce wyłączyć telefon a ten nie reaguje, klient robi to powtórnie a czasami jeszcze kolejny raz zanim telefon „zrozumie” co klient chce zrobić.
  5. Gdy klient chce wbić 4-cyfrowy kod odblokowujący klawiaturę komórka jak zwykle „sama” robi następujące rzeczy: wbija na wyświetlaczu inne cyfry niż wybiera klient, albo sam wybiera jakieś cyfry zanim klient dotknie wyświetlacza, gdy klient wybiera prawidłowo swój kod telefon „sam” pomija jedną z cyfr co skutkuje, że klient jest zmuszony czasem kilkukrotnie ponawiać próbę odblokowania telefonu.
  6. Telefon „chowa” wiadomości sms, nie pokazując informacji na wyświetlaczu ani nie sygnalizując dźwiękiem, że nadeszła wiadomość. Po czym okazuje się po wejściu do skrzynki, że sms jest. Nie raz zdarzyło się, że sms nie doszedł do adresata mimo, że klient miał potwierdzenie dostarczenia wiadomości.
  7. Telefon pokazuje nieistniejące kontakty. Np. klient wybiera w książce telefonicznej pierwsze dwie litery nazwy kontaktu powiedzmy „KA” aby znaleźć jakąś Kasię a telefon pokazuje oprócz jednej Kasi i drugiej Katarzyny do wyboru jeszcze dwa inne, absurdalne kontakty – Ka42D oraz KA6310. Kontakty, których klient nie ma w swojej książce i nigdy nie miał.
  8. Telefon „sam” z pozycji wyłączonej uruchamia pracę kamery oraz „sam” przełącza między aparatem a kamerą. Klient włącza pracę aparatu, następnie chce nacisnąć klawisz, aby wykonać zdjęcie i okazuje się, że jest już włączony tryb pracy kamery.
  9. Po uruchomieniu i wbiciu kodu odblokowującego, telefon wita żółtym arkuszem do edycji notatek opisanym, jako „remis”.
  10. Telefon „sam” rozłącza połączenia. Czasami w trakcie, co mogłoby sugerować nieszczęśliwy przypadek, ale najczęściej zanim rozmówca klienta zakończy rozmowę. Natomiast prawie zawsze kończy rozmowę za klienta.
  11. Telefon „sam” w trakcie rozmowy uruchamia różne opcje i aplikacje. Zamiast informacji o bieżącym połączeniu na wyświetlaczu klient widzi jakieś niepotrzebne i niezrozumiałe komunikaty, które wyłącznie utrudniają działanie w danej chwili.
  12. Klient żąda sprawdzenia, kto i w jaki sposób nielegalnie inwigiluje jego telefon oraz nim manipuluje utrudniając korzystanie z niego.
  13. Klient prosi o informację, jaki jest koszt zrobienia kopii zapasowej danych z telefonu gdyż chciałby je zachować.

 

Tyle widnieje na moim formularzu naprawy z dnia 16 stycznia. Te wszystkie rzeczy nie dzieją się za każdym razem, ale bardzo często. Wtedy, kiedy inwigilacyjny przestępca, czyli sadystyczny dręczyciel uzna, że teraz akurat ma sposobność jeszcze bardziej utrudnienia mi danej chwili albo tylko zaburzenia spokoju. To najważniejsza rzecz, której nie zdążyłem Panu z Plusa powiedzieć oddając mu mojego LG G2mini, który gdy go kupowałem był podobno niezłą konstrukcją. Poza tym ów sympatyczny Pan stwierdził, że tylko jeden trafił do nich z reklamacją – właśnie mój. Czego przedstawiciel Polkomtela nie napisał? Tego co poniżej, ponieważ przyszedłem nieprzygotowany i na miejscu czekając w kolejce spisałem na szybko punkty, które akurat pamiętałem. Są niemniej istotne i ciekawe zarazem. Jednak najważniejsze jest to, że te wszystkie „cuda”, które wyprawia mój smartfon w większości trzeba wykonać własnymi rączkami albo jak się okazuje cudzymi, ale za pośrednictwem sieci. Dalej kilka punktów, które miałem w notatniku.

 

  1. Telefon „sam” na dłuższą lub krótszą chwilę dezaktywuje funkcję dotykową wyświetlacza. Jestem na siłowni i włączam stoper między seriami a k…wa po drugiej stronie mi go nie włącza i muszę próbować kilka razy. I na odwrót – chcę zatrzymać stoper a ta k…wa znowu blokuje i nie mogę wyłączyć. I tak dalej. Po czym na przykład po dłuższej chwili telefon działa bez zarzutu ale… – do następnego pójścia na siłkę. To jest ewidentny przykład na bezczelność tych skurwieli. Dodatkowo zdarzają się podobne „problemy” z odbiorem połączenia lub przełączania na głośnomówiący. Także podczas pisania na klawiaturze. Na przykład piszę sms i chcę przejść z literowej na znaki i blokowany jest właśnie klawisz przejścia. Pisząc tekst chcę zmienić wielkość litery i przełączam np. z dużej na małą a ta k…wa włącza z powrotem dużą. Od razu albo gdy już chcę zacząć dalej pisać. I tak kilka razy.
  2. Telefon „sam” wykonuje dalej przytaczane działania. W trakcie rozmowy wygasza się do czerni. Najczęściej dzieje się to „przypadkiem” w momencie, gdy wyciągam palec, aby skorzystać z innych opcji telefonu. Lub włącza się już w trakcie wyciągania z etui, kiedy sięgam po to aby wykonać połączenie. Albo nagle zmienia intensywność oświetlenia. Nie o stałym, ale o różnym czasie od rozpoczęcia rozmowy. Mimo, że mam ustawione jeden tryb oświetlenia bez limitu czasu.

Trzy zdania komentarza. Smartfon sprzed dwóch lat za nieco ponad tysiąc złotych z czujnikiem ruchu ? A to by się prezesi Polkomtela uśmiali. Pewnie do łez.  

  1. Telefon „sam” przestawia kolejność notatek oraz „sam” aktywuje notatki, które aktywne już dawno nie są. Np. miałem notatkę o jakichś tam zakupach no i termin tej notatki oraz przypomnienie upłynęło powiedzmy 2 miesiące temu. I nagle pojawia się na wyświetlaczu ta notatka jako aktywna.
  2. Telefon „sam” zmienia litery podczas pisania wiadomości sms i zamienia je już po wysłaniu. Oczywiście tak żeby było z błędem a nigdy na odwrót. Nie raz przed wysłaniem czytałem kilka razy tekst, często krótki, który po wysłaniu okazywał się inny niż czytałem. Inny to znaczy na przykład z głupią literówką.

To po to, aby nie było wątpliwości, kto ma w moim telefonie do powiedzenia ostatnie zdanie. No i chyba też to, kto jest jego prawowitym właścicielem i kto płaci abonament – powinienem dodać. Tylko zastanawiam się, co na to Plus GSM.

  1. Telefon „sam” wybiera zdjęcie i daje je na pełny ekran. Wygląda to tak. Mam na wyświetlaczu poglądówkę zdjęć, bo na przykład jakiegoś szukam. Patrzę i trzymając palec kilka centymetrów od ekraniku, nagle pojawia się na pełnym wyświetlaczu zdjęcie wybrane przez… chyba moją myśl. A tak naprawdę przez tę k…wę z drugiej strony.
  2. Telefon „sam” włącza z opóźnieniem sygnał nadchodzącego połączenia. Jestem sam w domu. Jest zupełna cisza. Słyszę w kuchni, że dzwoni telefon. Przejście do pokoju zajmuje mi maksymalnie trzy sygnały. Biorę telefon do ręki i koniec połączenia. Dzwonię do osoby, która przed chwilą się rozłączyła i ona mi mówi, że bardzo długo czekała na połączenie, więc się rozłączyła. Manipulacji w tym stylu, tj. przy połączeniach przychodzących, wychodzących i oczekujących można by na pęczki, ale trochę mi się już odechciewa chcieć.
  3. Telefon „sam” zmienia wysokość odtwarzanych dźwięków. Zarówno, jeśli chodzi o dźwięki standardowych funkcji np. przyjście sms-a, jak i samej głośności w trakcie rozmowy. Tu też można by na kopy…

Co tu można więcej dodać ? Komórek różnego typu używam około 20 lat czyli prawie od momentu gdy się u nas pojawiły. Większość czasu korzystałem z nich zawodowo. Posiadałem też przez dłuższy czas makowego smartfona G4. Więc mniej więcej mam pojęcie jak działają. I nie jest mi trudno zauważyć, kiedy telefon „sam” robi więcej niż pozwala na to jego konstrukcja i oprogramowanie. Nie wiem, kiedy dam radę opisać to, co w kompie i telewizorze, bo to już większy kaliber działań tych – mówi się trudno – ludzi. No, ale teraz jest już przynajmniej początek.

Mógłbym już teraz ze szczegółami opisać swoją zabawę noworoczną do momentu, w którym jutro się obudzę. Jednak dzisiejszy wieczór skłania mnie bardziej do podsumowania minionych dwunastu miesięcy a ponieważ nigdzie się nie spieszę, bo czekam spokojnie na film, który dopiero za około dwie godziny, to skuszę się na parę zdań. Pierwsza połowa roku przeciągnięta do sierpnia to głównie praca, którą trudno opisać mi w kilku zdaniach, ale decydując się na dwa słowa muszę napisać bardzo niezdrowa. Dalsza część roku upłynęła dwutorowo. Z jednej strony korespondencje i hot line z KRD, BIK, BIG oraz innymi instytucjami, które w podobnie zabawny sposób mogą człowiekowi zapewnić relaks co buddyjska mantra. Nie mogę tu oczywiście nie wspomnieć o zasłużonym – na pewno nie tylko dla mnie – ZUS i podpisanym z nim w trybie ustawowym układzie ratalnym. Z drugiej strony od września praca na cały etat, jako kierowca doświadczalny, testując mocno wysłużone wehikuły, wyprodukowane w większości na początku wieku. Emocji nie wiele mniej. O świętach nie mogę powiedzieć, że upłynęły nietypowo. Wigilia bez kolacji, pierwszy dzień zabawny niczym Muppet Show a drugi już bardziej poważnie ze szczególnym uwzględnieniem wspomnień o ojcu. Prym wiodła siostra, która ma poczucie humoru chyba właśnie po tacie i nie ma co ukrywać świetną pamięć. No i nadszedł upragniony Sylwester. Miałem spędzić go z przyjaciółką, ale pojechała sama, bo muszę wybrać do końca antybiotyk. No cóż, ten wpis nie mógł być optymistyczny, ponieważ to szczery zapis życiowych doświadczeń. Przeżytych chwil, minionych dni i tygodni. Bez najmniejszego wahania mogę powiedzieć, że gdyby nie kilkanaście obejrzanych filmów, kilka sytuacji w życiu oraz kilka wpisów w tym wirtualnym pamiętniku, chętnie przeżyłbym ten rok eksternistycznie. Na przykład w jeden miesiąc, maksymalnie w dwa. Oprócz zmagań z tak zwaną codziennością „towarzyszą” mi jeszcze hieny dnia codziennego. O których nie mogę nie myśleć, bo zatruwają mi życie w sposób przemyślany i bardzo konsekwentny. Jednak to inna para kaloszy, o której napiszę uzupełniając cztery następujące po sobie wpisy pt. komputer, telewizor, telefon, podsumowanie. Czekają one na treść od dłuższego czasu, chyba od 11 września. Nie wiem czy może być gorzej, ale chciałbym żeby było lepiej. Wierzę w to, bo w końcu powinienem raczej myśleć, że jestem bliżej niż dalej. Więc jak nie zaraz to kiedy? A ponieważ jestem już duży, to nie wycofam się z decyzji, które podjąłem. Mój lepszy los nie może i nie będzie zależał od apki w komórce, od fejsika, którego na szczęście już nie mam, od aktualnego zachmurzenia na Malcie i sumy rocznych opadów na Kamczatce czy innych bzdur. Ani także od osób, których osobiście nie znam lub nie chcę znać. I jeszcze techniczny drobiazg. Moją stronę niebawem będzie można znaleźć pod nową bardziej adekwatną nazwą – www.ilbidone.pl To informacja głównie dla pana Bogdana, od którego otrzymałem w połowie października jedynego maila na temat mojej strony od początku jej istnienia, czyli z przerwą od prawie dwóch lat. Sympatycznemu Panu, który twierdzi, że pracuje dla polskiej wersji quality-fans.com, na ofertę handlową odpisałem jakoś tak: Szanowny Panie, dziękuję za odwiedziny na mojej stronie. Muszę jednak Pana rozczarować i poinformować, że ta strona nie jest nastawiona na zdobywanie popularności i prowadzę ją wyłącznie dla satysfakcji jej tworzenia. Miło mi, że zainteresował się Pan moimi dokonaniami. Proszę zatem zaglądać od czasu do czasu. Pozdrawiam serdecznie. Co prawda zasugerowałem w drugim mailu, że być może kiedyś skuszę się na Twittera i np. Instagrama jednak tylko po to by mieć ułatwiony dostęp do pomocy dydaktycznych. O Fejsbuku napisałem mu to, co od dawna powtarzam innym, że nie wchodzi w rachubę, bo mam bardzo złe doświadczenia. Około miesiąc później po tym mailu, może troszkę mniej albo więcej, film który umieściłem z YouTube, po kilkunastu tysiącach wyświetleń stał się nagle filmem prywatnym, nie do zobaczenia dla zwykłego użytkownika. Tak była informacja na śnieżącym ekranie. Być może Pan Smarzowski uznał, że nie wygląda w nim zbyt dobrze. Nie było to też nawet soft porno więc trudno określić dlaczego film zniknął. Chyba hieny wiedzą o co kaman. Umieściłem więc zdjęcie pod wpisem zamiast tego prywatnego filmu, którego nie można odtworzyć. Strony na razie nie będę likwidował i jeśli ktoś oprócz pana Bogdana i mnie jeszcze tu zagląda to informuję, że nową domenę zakupiłem w grudniu na rok. Jednak nie wiem, co i kiedy będzie się tu pojawiało i czy w ogóle, ponieważ hieny pojawiają się w chwili odpalenia przeze mnie peceta, uruchomienia telewizora i dotknięcia dłonią komórki. Już kompletnie mi to obrzydło. Więc raczej skupię się w tym roku na książkach. Nie za bardzo jestem w stanie przeżywać wydarzenie czy sytuację, której nie jestem w stanie bez przeszkód zobaczyć lub usłyszeć. Bez przeszkód to znaczy bez ingerencji hien. Bo nie widzę najmniejszego powodu, dla którego moimi prywatnymi urządzeniami, do których opłacam miesięczne abonamenty miał jeden czy drugi przestępca bezczelnie manipulować i dzięki nim mnie inwigilować. Oby miał kto się w końcu zająć tą cyfrową przestępczością. To zdaje się tyle. Wiec niech żyje Nowy Rok a w nim pomysłowy i empatyczny oraz stroniący od kłótni i wojen homo sapiens !

Najnowsze wpisy